sobota, 12 sierpnia 2017

W fiolecie i zieleni

Witam cieplutko, słonecznie, nawet lekko wietrznie. Jako matka dumna i zachwycona tworami swego dziecięcia postanowiłam po raz kolejny pokazać dzieło Onego. Kasia tworzyła na szybciocha. Alarmowa kartka na urodziny. Tym razem koleżanki. Pokolorowała, wybrała papiery, ustaliła koncepcje i poprosiła, by tylko ciąć i kleić. Sama szarpała i postarzała. Oto efekt:
Kwiatki matczyne. Dużo ich, a nie było co wybrać...
Pozdrawiamy słonecznie i wdzięcznie

wtorek, 8 sierpnia 2017

Piwonia w saskiej porcelanie

Witam cieplutko z delikatnym powiewem jesieni. Jeszcze słoneczniej, ciepłej baaaardzo, ale już i jednak. Hip-hip-huuurrraa! Pięknie dziękujemy za wszelkie słowa pod poprzednim postem. Dziękujemy, my - dwie. Córuchna szczęśliwa, że ktoś zauważył Jej kolorowanki i karteczkę. Spłoniła się niczym panna na wydaniu...
Dziś dla odmiany haft. Dawno go nie było. A to wszak pierwsza pierwszość na tym blogu. Piwonia. Lata temu temu rozpoczęta. Nie pomnę, czemu pozostawiona. Dziś wykończona i zaprezentowana!
Oto i ona - piwonia w przepięknej saskiej porcelanie...
 Wzór doskonale znany. pochodzi z francuskiej gazety.Mniemam, że autorką jest znakomita Veronique Enginger.
Pozdrawiam cieplutko i życzę samych dobrych chwil.

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Kartka by Kasia

Mało mnie tu ostatnio. Jeśli już jestem, to raczej kartkowo, papierowo i zdecydowanie nie hafciarsko. Tym razem również karteczka. Nie moja jednak - córki. Siostra bratu przygotowała takie smakowite smoczątko z okazji urodzin. Drobny, przyjemny przerywnik pomiędzy chemią a hiszpańskim... z wyrazami oczywiście siostrzanej miłości...
Duma rozpiera mnie...
 
Przepięknie dziękuję za wszystkie miłe słowa pod poprzednim postem. Miód to na mą duszę. Pozdrawiam cieplutko i życzę dobrego, udanego tygodnia.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Zimowe kartkowanie u Uli

Witam cieplutko, nader gorąco wręcz! Dziś kolejna odsłona zabawy u Uli. Kartki na Boże Narodzenie. Tym razem Matka Boska lub święta Rodzina...
Kartka na sekundę przed końcem. Kilka elementów wyszło - ech  - jak powiada starsze dziecię. I starsze dziecię to kolorowało obrazek. Kasieńko matka dziękuje Ci wdzięcznie!
Pozdrawiam słonecznie i radośnie!

sobota, 29 lipca 2017

Kwietny urobek

Witam cieplutko po chwilowej przerwie. U mnie lato w pełni. Dziś wyjątkowo aura łaskawa i ledwie 26 st.C na termometrze. Wiatrom niech będą dzięki! Dzieje się u mnie niewiele. Jak to w życiu  czasem bywa, a szczególnie jak to w wakacyjnym okresie na ogół jest...
Z racji niebotycznych upałów odłożyłam w kąt wszelkie nitki i krzyżyki. Muszą poczekać do jesieni, gdy spływał człowiek nie będzie. Gonię dzieci do prac wakacyjnych - szkolnych i rozwożę na wszelkie zajęcia. W tzw. miedzyczasie praca, chałupy obrabianie i kwiatów z pianki gniecenie. Dosłownie gniotę je te przyszłe kwiatki. Kto to robi, ten wie. Zdaniem np. Kasi Xgalaktycznej, to trzeba je gnieść, tarmosić, wyciskać i miętosić. U Kasi po tych efektach powstają artystyczne cuda, u mnie powstaje to co powstaje....
Brak pomysłu na wypełnienie, a i możliwości z lekka ograniczone. Nie pracuje też kolorowanie. W posiadaniu tylko tusze wodne. Pięęęęękne one niebotycznie. Niestety w trakcie pracy kolor miast na kwiatach pozostaje na paluchach. Posiadane pastele wymagały wymiany. Zobaczymy co przyniosą nowe. Jest jak jest. Kombinuję, co zrobić, by kwiatki były bogate, ale i bardziej płaskie. Inne w koperty  na kraj nie wejdą...No i wszystkie niestety mimo różnych wzorów wychodzą w finale jednakowo, jak spod jednej matrycy... Nie marudzę już, gdyż wiadomo, słabej baletnicy, to i ....
Cuuudnie dziękuję za tyle słodkich, pochwalnych słów pod poprzednim 
ptasio - kartkowym wpisem. 
Pozdrawiam słonecznie i życzę dobrego, uśmiechniętego czasu letniego...

piątek, 30 czerwca 2017

Kartki na Boże Narodzenie - czerwiec

Witam cieplutko.
 Proszę państwa oto miś. Miś jest bardzo dziwny dziś... A nie, to nie miś, ptaszęcie to dziś. Dziwne wyjątkowo, to nie podlega dyskusji. Ptaszor na kartce w zabawie u Uli.
Dziwoląg straszny, podobnie jak i cała karteczka.
Nie szło gigantycznie od początku. Poczytuję tę karteczkę za astronomiczną pomyłkę. Trudno. I takie bywają. Obrazek haftowany wg wzoru niezawodnej V. Enginger. Tym razem raczej się nie sprawdził. Wyszywało się pod górkę i takim już pozostał. Gotowy od trzech tygodni nie pozwolił się sensownie zagospodarować...
Pozdrawiam cieplutko i życzę spokojnych słonecznych dni...

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Wolność!!! - zakrzyknęła matka z pierwszego rana plus kartka dziękczynna

Wolność od mozolnego skoro świt codziennego wstawania!
Witam cieplutko i serdecznie.
Na sam najpierwszy pierw będę się chwalić! (będzie dłuuugo)...
Dumna matka jestem! co tam dumna, przedumna matka jestem! Dziecki zakończyły rok szkolny śpiewająco na wysokich A. Syn przytargał garść wszelkich naukowych dyplomów i upragniony (ostatni fizycznie dyplom, gdyż "polskich" świadectw w starszych szkołach na tutejszych wsiach nie ma) ten z "czerwonym paskiem". Godny tym bardziej, że jeden z czterech w klasie na 30 zaangażowanych uczniów... Od września rozpoczyna przygodę z gimnazjum
Taka karteczkę dziecku młodszemu przygotowałam dla pani najukochańszej:
Kachna na solidnych A jechała cały rok. A nowa to szkoła była, liceum, acz nie miejskie, przydomowe. Do "akademii" się dostała (jedyne tu szkolne egzaminy wstępne; nigdy wcześniej i nigdy później. Sama szkoła ma rozszerzony materiał nauczania, większe wymagania, dodatkowe punkty na uczelnie wyższą i z założenia wyższy poziom niż przeciętne miejskie liceum; troszkę strachu było. Do szkoły dziecko codziennie kolebało się busem ok 40 minut autostradą w jedną stronę oczywiście). Akademickie kursy okazały się nie być takie straszne.  Testy końcowe zaliczone booosko; najlepsze na roku wyniki  z trzech przedmiotów
 - biologia, historia i angielski. Certyfikat najlepszego studenta na roku z hiszpańskiego! 
Hip, hip huuuura!
Dla wyjaśnienia: w liceum tutejszym obowiązkowo na koniec roku pisze się testy sprawdzające z każdego przedmiotu. Kasia takie testy pisała już w gimnazjum, acz nie każde miasto je ma. W nowej szkole egzaminy były na poziomie akademickim. Po 200-250 pytań z każdego przedmiotu, ogrom wiedzy do sprzedania.  Przez 5 dni pisali po dwa egzaminy dziennie.
Dumna jest Ona z siebie, choć uczciwie przyznaje, że dała z siebie ledwie jakieś 65%. Mogła napisać znacznie lepiej. Z każdego egzaminu dostała A. To jest ważne. Punkty z tych egzaminów liczą się do college.
Zatem dziecko pierwszy rok licealny zaliczyło pięknie! No i była wyczytana publicznie  w audytorium i wywołana po swój certyfikat, a większość ogromna jej koleżanek i kolegów nie! Nawet ci znacznie bardziej pracowici uczniowie i "zdolniejsi" też nie! Brawo Kasia!
Puszę się teraz jak paw. Ło matko jakież cudnie zdolne dzieci mam. I niestety mimo wakacji pracować będą nadal. Przed nami prace wakacyjne. Synek - angielski i matematyka. Córa - angielski, historia, chemia i hiszpański. Dziecki robią, ja robię też - za straszaka i naganiacza. Się musiałam zobowiązać...
Co to takiego te prace?! Przygotowanie się do przedmiotu. Z tego jest ocena i lepiej się nie wykpiwać. Nic trudnego, jednak czas konieczny i niezbędny. Książki do przeczytania, projekty, zadania. Kasia z chemii dostała się na tzw. AP. Żeby rozwiązać otrzymane zadania, musi samodzielnie przepracować podstawowy kurs chemii. Z hiszpańskiego postanowiła przeskoczyć kurs wyżej. We wrześniu przystąpi do testu sprawdzającego. Zatem ma dwa miesiące na opanowanie materiału z miesięcy 10-ciu. Dziś już zaczęła pracować. 
Dodatkowo dziecko stara się wypracować jak najwięcej godzin wolontariatowych, nie chce tego zostawiać na 12 klasę.
I na samiuśki koniec wyjaśnienie jakaż to wolnoć na mnie spływa?! Otóż nie muszę skoro świt się zrywać. Dla mnie typu sowiego pobudki przed 6.00 rano to mordęga i niesprawiedliwość dziejowa. A wstawać trzeba było, by dziecko na 7.00 (autobus) do szkoły wyrychtować. Teraz sobie się wylegiwać mogę i do 7.10, a co... 
Komu cierpliwości starczyło i do końca doczytał, ten już to i tamto wie. 
Pozdrawiam cieplutko i wakacyjnie