wtorek, 3 września 2013

Cudo natury 2

             Natural stone bridge and caves
Jesteśmy w stanie Nowy York. Tereny piękne. Jadąc na północ po prawe ręce mamy jezioro, po lewej Góry Adirondack. Droga pusta. Starsze dziecko zauważa, że jakoś inaczej jest, dziwnie wręcz, bez ruchu, tłoku, pisku opon i dźwięków klaksonów. Jedziemy zatem międzystanową 87-ką. Jedziemy i jedziemy od naszego miejsca postojowego. W końcu na zjeździe 26. (wyruszyliśmy z okolic 23.) opuszczamy autostradę i wjeżdzamy na lokalną 9-tkę N. Przed nami ledwie kilka mil, ale i niemal godzina jazdy. Widoki zza okna cuudne. Łąki i góry, i pustka okrutna. Nieliczne gospodarstwa w stanie wstrząsającym. Czas się zatrzymał i nie ma ochoty ruszyć z miejsca. Ameryka sprzed stu lat. Prawie. W końcu dojeżdzamy do tabliczki z napisem "Welcome to Pottersville. Oddech ulgi. Trafiliśmy. Jedziemy dalej. Pustkowie. Znaki zapytania w duszy. Ale jest. Droga w prawo, droga w lewo i stacja benzynowo-naprawcza ze skupem puszek na wprost. Podjeżdzamy. Zaciągamy języka. Starsza pani skrzętnie "dusi puszki" i każe jechać około mili w lewo do baru, tam nam powiedzą dokładnie. Jedziemy. Bar, to barak blaszany, nieduży. Z wnętrza wychodzi młoda dziewczyna z maluchem na biodrze i z papierosem zwisającym z kącika ust. W głębi sali widzimy dwie starsze kobietki segregujące puszki. Zapytane kiwają głowami ze zrozumieniem. Tak, słyszały. Jest coś takiego. Za pół mili mamy skręcić w lewo i będziemy na miejscu. Z połówki zrobiła się mila i kolejne znaki zapytania. Niesłuszne jednak. Pojawiła się tablica.
Skręcamy zatem. Piaszczysty trakt. Jedziemy. Mija kolejnych 20 minut. Gdzieś przecież dojedziemy. To gdzieś to drewniany, okazały, dość nowoczesny budynek. Całkowicie nie przystający do minionych mil i godzin jazdy (miało być 20 minut, zrobiło się blisko 2 godziny). Parking w cieniu i młoda, przesympatyczna obsługa w środku. To i weszliśmy do raju skalnego, którego, o dziwo, nic wcześniej nie zapowiadało!
Zwiedzanie i odkrywanie rozpoczęło się od kamieni. To dzika pasja dziecka młodszego:
Ponoć marmur, przytaszczony z jaskiń przez Stasia:
Część przedstawianych kamyków została zakupiona, część osobiście przez dziecko wyłuskana ze szczelin.
 
Zdjęcia bez podpisów pochodzą z internetu, wykonane w Pattersvill, NY. Pani na ostatnim zdjęci to prawdopodobnie jedna z właścicielek pattersvilskich jaskiń. Okazy za nią pochodzą z różnych części świata. Przefantastyczne. I tyle będzie o kamieniach małych. Następny odcinek o tych duuużych.
Pozdrawiam serdecznie i ciepło.
ps. skamieniałe drewno z poprzedniego postu to wynik wypierania tkanki drzewnej przez krzemionkę i mineralizacja całości, ponoć w wyniku kontaktu z wodą morską(?!) poniekad. W Polsce też takie są.

8 komentarzy:

  1. Super miejsce, dojazd juz pewnie nie taki fajny. Widac ze warto bylo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dojazd też nie było pozbawiony uroku

      Usuń
  2. a już myślałam że na zdjęciu to Ulcia.... No trudno - poczekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ee, u mnie jeż na głowie i gabaryty nieco inne...

    OdpowiedzUsuń