piątek, 24 sierpnia 2012

Na lnie...

Pierwsza próba. Mozolna, pokraczna, nieporadna. Przyznam, żywcem nie widzę kratek. Ba, nawet dziurek.
Ślepa jestem niczym kret. Okular nie pomaga. Robione w ręce. Wzór pomylony. Krzyżyki tańczą. Ale i tak jestem na swój sposób zadowolona...
Czy zastosowanie tamborka nie zostawi trwałych odkształceń? Bardzo tego nie zaprzepadam. Czy na lnie 32' robić jedna czy dwoma nitkami? Pytam namolnie, gdyż na próby osobiste brak mi czasu. A i ręce w trzęsawce okrutnej. Jakoś  szalenie ambitnie do tego materiału podchodzę i stresuję się nieziemsko. Choć już wiem, że lubię len, czy będę na nim robić, okaże się w praniu.
Wybywam na wakacje.


środa, 22 sierpnia 2012

Taras w całości

Bez oprawy. Czeka na kolegę, może i koleżankę. Oprawię, kiedy w szufladzie znajdą się wszystkie zaplanowane tarasy.
Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo słoneczka.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Onegdesiejsze upominki...

Obiecałam, pokazuję. Wciąż w zachwycie!
Od Magadleny:
I od Magdy
Cudnie dziekuję!
Breloczek zaanektowany. Serweteczka sercowa już znalazła swoje miejsce!
Książka przeczytana. Len mnie oniemiał. Całe półtora metra! Oszalałam, gdy zobaczyłam. Próby hafciarskie czynię. Ciężko idzie. Nie widzę dziurek. Czy len konieczność jest naciągać na tamborek? Tak sobie myślę czy nie będzie łatwiej robić? Tamborka nie posiadam, stąd pytanie, bez możliwości próby i sprawdzenia.
Bransoletka powaliła nas z Kasią na kolana. Problem mamy. Każda ją chce. Póki co nosimy na zmianę.
Przyznam, niebiżuteryjna jestem, nawyku we mnie brak. A to wężowate mnie ubodło i omamiło!
Dziewczyny - Cudnie dziękuję raz jeszcze!
Jesteście słodkie!!!
ps. w lepszym czasie popstrykam nowe zdjęcia i wymienię. Jakoś w innym wymiarze jestem. no istny pożar w burd...lu...
Pozdrawiam gorąco


wtorek, 14 sierpnia 2012

krótki wpis ku pamięci...

... bez obrazków. Aparat pozbawiony pokarmu nie chce wgrać zdjęć. Nie ma sił i czasu, by nabyć akumulatorki. Onegdesiejsze gdzieś włożone, trudno dojść gdzie. Ot, sklerotyczne życie.
Na okolicznych wsiach lato w pełni. Wieczory już szczęśliwie nieco chłodniejsze. Na pewno wypełnione świerszczy świerszczeniem. Wciąż jednak wilgotno. Na łonie natury spać się nie da. Czasu brak na wszystko. Szkoła wzywa. Na swoją chyba nawet się ciesze. Jeszcze nie wiem, na razie zastanawiam się...
W ubiegłym tygodniu działo się. Otrzymałam dwie przesyłki z kraju nad Wisłą. Magdzie i Magdalenie dziękuję przepięknie! Zdjęcia będą. Za chwilkę! Napomknę tylko, że zachwyciły mnie i zauroczyły, a nawet oniemiały! Podarki oczywiście.
Młody menczyzna domowy wypadek miał. Do końca wakacji już się chyba kąpał w akwenach publicznych nie będzie. Się był Bidul potknął i przewrócił tak niefortunnie, że rozciął brodę. 25 szwów pani doktórka założyła. Za chwilę jedziemy na zdjęcie połowy z nich. Histerii nie było. Chwilka strachu i dużo małego męstwa! Mam bardzo dzielnego syna! I męża też. To On był ze Stasiem w szpitalu. Odcięta od świata w pracy, o niczym nie wiedziałam. Maluch szybko zapomniał o ranie. Wciąż trzeba Go upominać, by zwolnił i unikał rozbrykanych grup dziecięcych. Dumna jestem z Niego niesłychanie.
Z całego serca i duszy pozdrawiam wszystkie Osoby odwiedzające me skromne progi!

sobota, 28 lipca 2012

powroty tarasowe...

Przeprosiłam się z xxx. A może oswoiłam lepkości wszechobecne. Przymierzyłam się z igłą w ręce i bez entuzjazmu, ale w zgodzie robótka ruszyła. Na stoliczku stoi wielgachny kosz z moimi planami hafciarskimi. Tu zaczęte, tam kanwa docięta i nitki przygotowane. Wróciłam jednak do Lanarte. Jakoś najmniej męczyło, może kojarzyło się z gorącym latem, chwilą oddechu, ochłodą. Było nie było, powiększa się i bliżej do  końca niż dalej. Dziś w prezentacji prawa (zaniedbana ongiś) strona tarasu:
Pozdrawiam gorąco, acz bezsłonecznie, za to ze świerszczym świerszczeniem w tle!

wtorek, 24 lipca 2012

Wyprawa po brzoskwiniowe runo...


... czyli wyjazd na farmę. Innymi słowy do sadu, brzoskwiń nazbierać. Się jedzie, się wybiera, zrywa, szuka i dokazuje. Na wagę daje i następuje wymiana: towar - zapłata. Dla dzieci frajda. Dla dorosłych pewność nabytego towaru i wspomnienia lat dziecięcych. Może nie na brzoskwinie się wybierało, ale małoż to w Polszcze sadów wszelkiej maści? Pogoda piękna, niedziela spokojna, pojechaliśmy. Widoki jak ze stron rodzinnych, małżowych i szaleństwo wśród drzew. Co tu kryć, pierwszy raz wybyłam na brzoskwinie:

Przepyszne, słodkie, swoje własne. Zachwycające. Maluchy wyskakały się po brzoskwiniowych drzewach. Pozachwycały miękkością skórki, dorośli widokami. Przy okazji, już w domu, doczytaliśmy oczywistości. A zatem:
Brzoskwinia była uprawiana w Chinach  już 4000 lat temu (tam się jej chyba zalęgła). Przez Persję do Grecji dotarła ok. 300 r. p.n.e. W Rzymie rozpowszechniła się w ciągu pierwszego wieku n.e. W XVI wieku  brzoskwinia trafiła do Europy Północnej (na Wyspy Brytyjskie) i następnie dalej na inne kontynenty.

Polecana w dietach odchudzających!
Z uwagi na działanie zasadotwórcze i moczopędne, stosowana przy chorobach reumatycznych i schorzeniach układu moczowego.
Działa uspokajająco.
Zawiera bor, a ten podnosi poziom estrogenu, przez co przeciwdziała osteoporozie.
Zawiera węglowodany, związki magnezu, fosforu i potasu, prowitaminę A, witaminę C i witaminy z grupy B.
Znaczy zdrowa! I pyszna!

Robótkowo stagnacja. Człowiekowi trudno dogodzić. Ja konsekwentnie nie przepadam za latem. To tym bardziej męczą temperatury powyżej 35 st.C. O wilgoci nie wspominam. Nie zrozumie nikt, kto nie doświadczył. W nocy schładza się o 2-3 stopnie. Wiatru jak na lekarstwo. Niby lato. Jednak wiek robi swoje i męczy. Oddech prywatny dopiero wieczorkiem. Maluchy są na camp'ie, takiej półkoloni. Odbieram ich zaraz po mojej pracy. I kurcgalopkiem do kuchni. Chałupa rozpalona do białości, a pańcia za gotowanie się bierze. Dziecki oczywiście jeść nie chcą. Wegetujemy tak do wieczorka. Męczące spanie i powtórka z rozrywki. W soboty i niedziele wyjeżdzamy nad ocean. Cudnie jest. I rekiny są. To i wahania wyjazdowe dalsze mam. Ostatnio maluch między nogami sobie pływał. Fala na brzeg go wyrzucała. Chyba panikara jestem. No, ale gdzie dziecko i matka zwykle jest...
Oby do połowy września...
Za wszelkie zaległości i niewywiązania cudnie przepraszam. Poprawię się wraz z ochłodą. Już niedługo.
Pozdrawiam gorąco!

środa, 13 czerwca 2012

Taras Lanarte

Kolejna odsłona tarasowa:
Stoliczek i dwa krzesła widać. Chwilowo na tym poprzestanę. Słoneczniku woła gromkim głosem. Domaga się bestyjka uwagi i poważania.  Racje swoja ma. Kilka kolejnych prac na wczoraj w kolejce czeka. Nie powinny. Poczeka tarasik.
Pozdrawiam gorąco, acz z lekka deszczowo, zielono i sycąco!