Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą morze. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 sierpnia 2019

Fishing boat...

Witam cieplutko.
Za oknem pełnia lata, choć niby to już bliżej końca. U nas wciąż żar z nieba, wilgoć grasuje, czasem marna kropla deszczu spadnie. Kierownica szaleje. I pomyśleć, że prawo jazdy posiada ledwie od półtora tygodnia. Jednak ćwiczenie czyni mistrza! To fakt! Młode męskie projekty wakacyjne porobił. Mentalnie szykuje się na powrót do szkoły. Acz bez zbytniego entuzjazmu. Mnie ciągnie do krzyżyków. Chyba się odnalazłam. Zdecydowanie niebagatelną motywacją są takowoż wpisy szanownych koleżanek, słowa miłe i motywujące. Wdzięczność mnie przepełnia!
Dziś kolejna praca. Wakacyjna. Konsekwencja córczynych wakacji nad oceanem spędzonych, w miejscowości rybackiej niewielkiej...
W fazach kilku, po kolejności:
Obrazek ujął mnie swoją akwarelową "teksturą". Robiło się przednio. Nawet kontury, choć wiele ich i środkiem  krzyżyków prowadzone, nie męczyły. Czekałam cierpliwie i tak samo je stawiałam, by zobaczyć efekt końcowy.
I oto mamy - łódź rybacką z Conil...
(ale to chyba napisy się pomyliły;  powinno być - barco de pescado...; skonsultuję z dzieckiem...
i następnym razem się poprawię...).

Pozdrawiam cieplutko, serdecznie, 
życzę dobrych, uśmiechniętych dni.

środa, 20 lipca 2016

Oceaniczne klimaty...

Witam serdecznie, słonecznie i wybitnie ciepło. Lato w pełni. Z nieba płynie żar. Ochłodę  i wytchnienie stanowią wypady nad ocean. Słonko szaleje, poparzenia czyni. Czasem przychodzi chować się w cień i oceaniczne klimaty wspominać. Koloryt, fali szum, mewy skrzek, piasku pod stopą dotyk, żyjątka w wodzie straszące... Powstał ku okoliczności mały hafcik w turkusach...
Środek wypełnia takie słodkie stworzonko...
Konik morski wskoczył na zakładkę. Córka postanowiła sama ją wykończyć, dlatego na zdjęciu jest dopiero wersja robocza...
Pozdrawiam ciepło i serdecznie, 
życzę samych dobrych dni...

środa, 23 września 2015

W zamyśleniu

Witam cieplutko,
 za oknem 28 st.C. Piękne słońce. Biegamy w krótkich portkach. Taka tu jesień. Ciepła, długa, kolorowa. Lekko nostalgiczna. Jak obrazek dla mojej panny córki. W zapatrzeniu, w zamyśleniu. Doczekał się uwiecznienia...
Pozdrawiam słonecznie

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Z szumem oceanu

Kapusta pachni w domu, towarzyszy jej grzybek, ponoć szlachetny borowik, królewski nawet. Smakowite to i kuszące. Warzywka dochodzą. Prezenty dla bliskich obcych rozdane lub na rozdanie czekają. W planach wielkie wypiekanie, sernikowanie, piernikowanie i pierogowanie niestety. Tudzież wszelkie inne przedświąteczne, a mamiące silnie. My tymczasem, zapachy zostawilim i na okoliczność początku zimy wybralim nad ocean. Pogoda sprzyjała. Po mrozach i śniegach 22 stopnie w skali Celsjusza na plusie oczywiście. Po śnieżnych puchach wspomnienie jeno zostało.  Ocean inny. Spokojny. Bury. Leniwy. Daleki choć w przypływie. Wiatry pasami szalały, od mroźnego, po ciepły, milusi.
Oczywiście pomoczyło mnie po kolana. Czy jod był? Ocean miał inny zapach, właściwie prawie go nie miał. Niebo czarowało.
 
Cudowny, spontaniczny wypad. Oderwanie od świata, od natłoku, od codzienności. Ekspresowe ładowanie akumulatorów. Bardzo nie-świąteczne, ale konieczne, dobre.
Pozdrawiam cieplutko!

poniedziałek, 28 listopada 2011

jesienna wyprawa nad ocean

Temperatura mało jesienna. +19 st.C. Pojechaliśmy do Ocean Grove. Plaża tą porą roku jest wyjątkowo pusta. Żadnych muszli, ocean nie chce się dzielić. Nie liczyłam na bursztyny, ale choć marną deskę mogło wyrzucić. A może co oddało, to zabrało. Trafiliśmy na gigantyczny odpływ. Piasek cieplusi. Fali niemal brak. Mewy zawadiacko spacerowały tu i tam. Jodu od groma. Dzikie zachwyty. Została nam jeszcze wizyta zimą.










Robótkowo nadal sromota. Wczoraj, pierwszy raz od wielu tygodni, wzięłam igłę do ręki. Małemu weszła w palec drzazga. Należało ja usunąć! Wciąż żyję wyprawą. Rozjeździliśmy się ostatnio troszkę. Rodzinka w góry, potem razem do starej osady oceanicznej. Cudnej urody starsze i młodsze wille, pokażę je następnym razem. Dziś skok do NY i pierwszych kolęd słuchanie... tak tak, sezon już w rozkwicie. Zdjęć jest bez liku. Może choć na chwilkę blog znów ożyje. Pokaże moje dzikie fascynacje. Robótki poszły w kąt. Raz - brak czasu; dwa- ślepam jak kret. Może wiosna coś ruszy... 
Pozdrawiam gorąco i życzę spokojnego, słonecznego tygodnia!

wtorek, 19 lipca 2011

siły brak

Kolejna porcja marudzenia. Na to jedno starcza sił. Na wszystko inne ich brak. Brak sił na działanie, na tworzenie, bycie, nawet życie. Cykl dzieli się obecnie na bieganie od klimatyzatora do klimatyzatora. Dziwne, że na bieganie sił starcza. A może to ostatnie ich wykrzesywanie. Z auta do domu. Jeśli konieczność z domu do auta i natychmiast kurcgalopkiem z auta do sklepu. Byle tam, gdzie chłodno i gdzie brak wilgoci, tej mazi oblepiającej, duszącej, dławiącej, lepkiej. I tak dzień za dniem, noc za nocą, bez wytchnienia i najmniejszego chłodku. Potem jest dłuuuga ciepła jesień, ale to dopiero za półtora miesiąca. Nic nie robię. Nie mam chęci. Schematy przygotowane, nitki posegregowane. Wszystko leży kupą na stoliczku i czeka lepszych dni. Zalegam z zobowiązaniami. Nie wywiązuję się z umów. Jadę do pracy, jakoś się trzymam i zaraz po powrocie do domu padam w bezsile i niemocy. Co to będzie, co to będzie. Póki co są wyjazdy niedzielne nad wodę.
W korkach się stoi szalonych. Widać większość padniętej gawiedzi o tym samym myśli, o odrobinie ochłody nad wodą morską, o odcięciu od zmory pogodowej. A kiedy już na parkingu miejsce znajdzie się, można na piaski iść i delektować cudem natury. Czasem cud ten nieco zwodniczy jest. Niby za chmurką, niby spokojnie, a potem w domku rany się liże i na każde dotknięcie syczy. Ostatnio skwiercząco było. Choć słonka na lekarstwo. Czy jednak na pewno?
Lubię spokój plaży. Zapatrzenie w morską dal, zasłuchanie w szumy, w mewie  skrzeki... Oby do kolejnej niedzieli...
Co sobie popatrzę, to mi troszkę lżej.
Ślicznie upraszam się o wybaczenia. Nie ma siły do blogów zaglądać. Komputer omijany łukiem jest. Jakiś gorąc z niego bucha, uf jak gorąco...