Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wymianki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wymianki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Bucik od Cornelii i rozwiązanie zgadywanki

Jak juz dostalam podpowiedz, to postanowilam poszukac i powiem szczerze, ze nie bylo latwo. Numer katalogowy tego haftu to 34818, a tytul- White Terrace (bialy taras) :) Pozdrawiam !!!
Tak to właśnie napisała Agatka rozwiązując tym zagadkę dotyczącą czynionego haftu. Jak łatwo jest się domyślić, odsłony podpowiadawczej czwartej nie będzie. Będzie to, co dzieje się aktualnie, małym krokiem do przodu. 
Najszczerzej gratuluję i cudnie poproszę o podesłanie adresu. Mam, ale skrzętnie ukryty, tak by nie zginął. I niestety nie pamiętam, gdzie to skrzętne miejsce jest. Gratisa się niecierpliwi, na wysyłkę czeka!
Co zaś tyczy się "mam, acz nie pamiętam", staje się u mnie zjawiskiem dziennym. Nie wiem, starość to czy roztargnienie. Pisałam już jaki prezent otrzymałam od Cornelii. TU. Nie pokazałam jednak wszystkiego. Dziś pokazuję jeszcze jedno cudeńko! Absolutnej urody bucik! 
Wisiał mi przed oczami, przy biurku. Cieszył te oczy styrane. I nagle nastąpiło olśnienie, że nie mój on, a Kornelii i wisi sobie radośnie od dnia otrzymania przesyłki. Gapa ze mnie straszna. Bucik wtopił mi się w całość. Wpasował w moje królestwo...
Prawda, że przepiękny!
Kornelko za gapiostwo przepraszam i przewdzięcznie Ci za tyle dobra dziękuję!
Spokojnego, sytego tygodnia życzę!

środa, 23 maja 2012

Niespodzianych piękności ciąg dalszy.

Rozpieszczana jestem. Sama nic nie robię, to dla odmiany dostaję cudność prezenty. Tym razem, świeżutko, prosto z paczuszki od Cornelki takie oto pięknoty:
Nie potrafię zdjęciem oddać ich uroku. Proszę jednak wierzyć - są absolutnie urzekające i zachwycająco piękne, dopieszczone, idealne i moje!
Pierwszy własny wafelek ze stojaczkiem. Wykonanie perfekcyjne. Ptaszory mają zawadiacko wyłupiaste patrzałki, a krzyżyki, mój Boh, nigdy tak równych nie uda mi się chyba postawić!. A jaki zadeczek, słodko wytłaczana biała tkaninka. Miodzio absolutne! Po wielokoroć!

Igielnik. Beż, natural. W każdym razie kolor rewelacja! I jaka delikatność na nim, każdy widzi. Potraktowany jako zawieszka wisi sobie w dorosłej sypialni i cieszy oczy styrane. Pięknie się prezentuje; na koralikowym oczku i z takimż powabnym kutasikiem. Igły nigdy w niego nie wbiję. Mowy o profanacji nie ma!
Nie wiem, jak nazywa się fachowo to czarowne coś. Faktem jest jednak, że wielokroć oglądałam na blogach i nie raz marzyłam sama być posiadaczką. Wciąż wyobraźni mi nie staje, jak to zrobić, ale co tam. Już swoje mam. Zachwycający delikatny błękit, właściwie, to rozmycie oceaniczne i te kolory narzucone...
Wisi w salonie. Łezką nieśmiało refleksuje, zachwyca! Przepiękne, tajemnicze COŚ.
Nie wiem, czym sobie na takie podarki zasłużyłam. Cornelka napisała, że to w podzięce za wymiankę świąteczną, co to kilka postów niżej o niej było. Ja wszak na taki rewanż nie zasłużyłam. Ot, kilka drobiazgów wysłałam, a dostałam perły najprawdziwsze! I jeszcze jedno jest ważne. Kiedy oglądałam prace Cornelki i Jej córki Damar, w skrytości ducha i całkiem z boczku pomarzywałam sobie, by kiedyś choć maleńką, drobniutką prackę od którejś z Nich mieć. Takie one piękne, wypieszczone, perfekcyjne, zachwycające. I mam! Ło matko, szczęściara ze mnie. Rozpieszczana jestem nieziemsko. To przez Moteczka, to przez Cornelkę.
Pani Kornelio, z całego serca, w zachwycie ciągłym - DZIĘKUJĘ!

Cudności w bajecznych kolorach...

... otrzymałam od Marysi, czyli od sławetnego Moteczka. Jestem zaskoczona, oniemiała i wzruszona! Piękna paczusia, szalenie energetyczna, zachwycająco zapakowana. Zapowiedź czarowna. Patrzyłam, wzdychałam, miziałam. Podoba się wszystko. I karnecik i cudności frywolne białe kółeczka, fikuśnie poplecione. Przyznam - oniemiałam!
A w środku, w końcu trzeba było otworzyć, szaleństwo!
 Cudownej urody serweta. Dla mnie! Boh mój słodki, od lat dziecięcych w rencach swych nie miałam serwety lnianej szydełkową koronka obrębionej. Chora jestem na len. Uwielbiam szydełkowe wykończenia, a tu jeszcze takie geometryczne cudności kwiaty. Szukam dla niej miejsca. Się zawezmę, zmobilizuje i znajdę. Póki co chodzi mi po głowie pomysł, by w ramkę wrzucić i na wysokości ócz powiesić. Nie mam stoliczków, wolnych półeczek, a serwetusia cuuudo! Leży, choć nie zdradzę gdzie i cieszy mnie swym pięknem. Zerkam co i chwila!
I kolejne zachwyty to frywolne zakładki do książki dwie. Zdradziłam Marysi, że nie dalej jak jakieś 2-3 tygodnie temu pierwszy raz w życiu widziałam naocznie frywolitkową pracę. Zaskoczyła mnie delikatność, wręcz mgielność jej. Macałam, miziałam, wzdychałam. Osoby dziwnie patrzyły, a ja nie mogłam się powstrzymać. Kiedyś już coś podobnego przeżyłam. Wtedy był to najprawdziwszy jedwab. Oniemiał mnie tak, jak teraz frywolitka. Doznania absolutnie nie do opisania. Nie potrafię. Ale szczęśliwa jestem niezmiernie, że i ja mam swoja własna frywolitkę.
Największą przyjemność sprawia mi trzymania ich razem wespół. Najpiękniej mi się komponują!
... że jednak czytam kilka książek jednocześnie...
Marysiu, dziękuję Ci przecudnie. Sprawiłaś mi radość niebotyczną. To prawie transy! I jeszcze jedna ważna rzecz. Marysia starała się wstrzelić w moje ulubione kolory. Nie pamiętam, czy kiedyś już gdzieś wspominałam, ale na punkcie czerwonego chopla mam. Słowo nieeleganckie, acz stuprocentowo trafione. Kocham dziką, żywą czerwień! Zachłannie!Jest też jedno zestawienie kolorystyczne, które od lat niepamiętnych rzuca mnie na kolana. To bardzo konkretny odcień błękitu połączony z czekoladowym brązem.
 Marysiu, jesteś Wielka!!!
DZIĘKUJĘ CUDNIE!

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Wymianka w świątecznym klimacie cz.2 - co ode mnie...

... czyli chwalipięctwo górą. Obrazków będzie dużo, gdyż czynienie prezentów sprawiało mi ogromną przyjemność. Może dlatego, że po długiej przerwie, a może sama nie wiem. Wymiankę szykowałam dla Cornelki. A jest to Zawodnik  najwyższej klasy. Zatem i wyzwanie było nie lada dla mnie wyczynem. Ponoć sprostałam. Pewnie dodatkami. W każdym razie przygotowałam co następuje:

Jeszcze raz dziękuję wdzięcznie Moteczkowi za możliwość wzięcia udziału w zabawie. Wszystkim uczestniczkom gratuluję pięknych prac.
Pozdrawiam cieplusio i życzę spokojnego, dostatniego, nie zabieganego tygodnia

piątek, 23 września 2011

Mam i ja...

swój prezent w wymiance Moteczkowej z fantazją. Podtytuł ma cepeliowski. Paczucha cała i zdrowa przywędrowała do mnie wczoraj. Opóźnienie miała już na tutejszych wsiach. Czas długi temu pracująca na poczcie przyjaciółka ostrzegała, by pilnych w sensie szybkich przesyłek nie wysyłać pocztą poleconą. Są one bezpieczne, te przesyłki, ale baaardzo w czasie wydłużone. Widać nic się od tamtych dalekich czasów nie zmieniło. Na każdych rogatkach koperta musi swoje przejść, zostać opisaną, odliczoną, zapisaną i podpisaną. Najważniejsze jednak, że jest. Emilka dorobiła się kilku siwych włosów na lewej skroni. Dlatego już nie przedłużam. Prezentacji nadszedł czas! klikamy i oglądamy! Ta-taaam...


Takie ogromniaste wypakowałam z trudem z kopert i ozdobników. I szczegóły:



Te słodziaki tworzą takie cudo:


Jeszcze nie wisi. Mąż po pracy przybije haczyki, przygotuje pałączka. Jesteśmy zachwyceni. Pomyślałam o głównej ścianie w kuchni. Małż żąda miejsca bardziej naczelnego, rzucającego się w oko! Takie miejsce już jest!
Dostałam od Emilki również inną zawieszkę. Zabawną, wesołą i ta na pewno zawiśnie w mojej kuchni:





Dłuuga jest i wprowadza mnie w doskonały nastrój. Szaleńczo lubię takie rustykalne klimaty. Sam miodzio. To jednak nie koniec. Wprawne oko na pierwszym zdjęciu wypatrzyło i przydasie. Nie są to jednak zwykłe przydasie. To perełki. Mazana kanwa. Taka o jakiej od dawna marzyłam, jaką chciałam sama zanabyć. Drugi taki mój kawałek w życiu. Kanwa z metra. Nic nie poradzę, mam do takich słabość! Tym razem najmodniejsze  floresy, w kolorze beż, DMC. Na niej dla foty położyłam bransoletę, acz może to być chwilowo i zakładka do książki. Apetyt na nią ma szalony Kasia. Już przymierzała...

Te koraliki cudnie turlają się w palcach. Relaksacyjne są silnie. A jak zdradziła Emilka, dzieło jest autorstwa Jej córci Natalki! Tym bardziej cenny prezent. Natalko dziękujemy!
Słodkości garść

I gazetka! Z samego serca Katalonii. Prosto na moją wieś!


Świeżutka jak pieczywko przez małża z rana nabywane. Nie będę kryć, zakochana jestem w hiszpańskich gazetkach.
Emilko, Słodka kobietko, dziękuję Ci tysiąckrotnie. Zachwyciłaś mnie swoim prezentem, przygotowaniem, wkładem. Wiem, że wszystko co robiłaś, nie było przypadkowe. Tulę Cię bardzo mocno i jeszcze raz wdzięcznie dziękuję!
Nadmienię tylko, że zdjęcia robione późnym popołudniem, jakieś ciemno-blade nie oddają kolorystyki i pięknoty prac. W domu mieliśmy ucztę zmysłów. Piskom nie było końca. Wszystkie prezenty natychmiast zagospodarowane. Małż nisko się kłania, ja ściskam najserdeczniej na świat!
Buzialki Emilku!

środa, 21 września 2011

Wymianka u Moteczka

ta ostatnia, czyli wymianka z fantazją. Dziś czas na chwalipięctwo i zachwyty (TU). Zachęcam gorąco do oglądania przygotowanych prac. Jakie one są, tego nie wie nikt. Są na pewno pomysłowe i rzecz oczywista piękne. Są ogromną podwójną niespodzianką. Każdy uczestnik zabawy sam wymyślał temat szykowanych prezentów. Spodziewać można się wszystkiego. Zacznę od chwalenia się. Moje prace do znużenia opatrzone się już są. Wylosowany został mi super chłopak. Chłopak wręcz zjawiskowy, przed którym, ja stara baba, czułam okrutną tremę. Kuba ma pomysł na życie i plany, które konsekwentnie realizuje. Poza wszystkim innym chce mieć w Paryżu swój własny punkt, w którym okaże się być szalonym szefem kuchni! I klękajcie narody, gdyż wierzę, że Mu się uda. Póki co to dla Kuby przygotowywałam malusią wprawkę językowo-kulinarną.
Moja fantazja bowiem, to  fantazja z kuchnią z Francją w tle.
To teraz po kolejności działania. Pierwszy był szef kuchni i jego danie dnia, którym okazała się być: marchewka w ziołach:


Ramka, wytwór własny. Pozostawia wiele do życzenia. Paspartusy i wszelkie inne przyzodobniki również dzieło i pomysł własne. Zdjęcie zamazane, szybka i nadmiary słoneczne naonczas. Ło matko, jakąż koszulinę ochronną to cudactwo dostało. Mam nadzieję, że doszło w całości.
Drugi był przepis na tartę. Tym razem bez szybki, a na kanwie niby malarskiej. Wygląda to tak:



Inne prace, to maluszki dla Jakubowej Mamy. Poza tematem są, to i pokazywać nie będę. Do obowiązkowych prac dwóch dołączone zostały przydasie i słodkość. Tej ostatniej nie uwieczniłam. To miodzio o słonawo-słodkim smaku z nutką masła orzechowego, Dla mnie cud-Malyna. Dość charakterystyczny smak na okolicznych wsiach. A co z przydasi? Głównie "zabawki" scrapowe i garść przepisów kuchni tubylczej:




Małe nic. Powinno być więcej. Może jednak coś się na oko zarzuci i pozwoli wykorzystać. Myślę sobie, że dotychczas Kuba nie miał np. takiej okładki na książkę szkolną, jaką teraz już ma (jako ciekawostka to naturalistyczna z obyczajów dzikich). Najważniejsze, że Kuba paczuchę swoją otrzymał na czas. Ciekawa jestem Jego komentarzy.
Na swój upominek jeszcze czekam. I wcale się nie niepokoję. Podeglądnęłam, kto go szykował i cieszę się. Podwójnie, nawet potrójnie. Gdybym nie wiedziała bądź kto inny szykował, też byłoby pięknie...
Paczusia do mnie wysłana dawno, czasem są tylko roboty budowlane na drogach, tudzież fale wzburzone. Czekam sobie spokojnie i rozkoszuję radością. Bajkowo jest!
Marysiu cudnie dziękuję za możliwość zabawy!
A świerszcze znów zaczęły świerszczyć!

sobota, 20 sierpnia 2011

Przesyłka od Lucynki

Przyszła dni temu kilka. Ciężko było zrobić zdjęcia, by oddać piękno tego, co paczuszka zawiera. W końcu udało się. Nie w pełnej doskonałości, niestety. Jednak dłużej ukrywać otrzymanych skarbów nie podobna! Pięknoty niemożliwe. Cztery zabawne, jesienne podkładki:



Piękny rustykalny woreczek z ukochaną moją nicianą koronką w odcieniu ecru i cudownym, eleganckim monogramem. W środku biżuteryjny drobiazg. Kamienie w kolorze jesieni. Będę mieć wisior na dłuugaśnym łańcuszku:


Zestaw do wykonania zakładki. Mam zatem już swój własny...: 


I absolutnie ogromnej urody karteczka z pięknym tekścikiem w środku:


Zachwyca mnie w karteczce wszystko. I kolorystyka, i papier w delikatną pepitkę, i znów umarzona koronkowa wstawka, i w końcu motyl z marzeń. Motyl, pięknie skrzący się:


To jeszcze nie wszystko, Jest jeszcze zestaw przepisów na słodkości pieczone z ulubionej mojej serii i stylowy, elegancki bilecik. Tak prezentuje się całość:


Lucynko, jestem Ci szalenie wdzięczna. Zauroczyłaś mnie po uszy, zaczarowałaś swoimi podarkami, zachwyciłaś. Przepięknie Ci dziękuję!
Lucynka z blogu Cichy zakątek, czyli Ja i cała reszta!

Dziękuję jeszcze raz!

wtorek, 21 czerwca 2011

Różana wymianka u Moteczka

Tak, tak, też się tam bawiłam. I to dziś jest ten wielki dzień chwalenia się otrzymanymi prezentami. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, wszystkie inne uczestniczki zabawy też mogą pokazać dziś swoje skarby, tudzież poczytać, co o ich pracach sadzą obdarowane "połówki". Ale do rzeczy. Moja paczuszka przywędrowała z Belgii, od Agaty z blogu o intrygującym tytule "W poszukiwaniu zajęcia". Kto Agatę zna, ten wie, kto nie zna, ma okazję poznać!
Już pokazuję, co otrzymałam. Dwa zestawy: xxx i scrapowy. łał!  Będzie dużo zdjęć!
i cudnych różyczek zbliżenie, o...
dwie niezwykle ponętne różane karteczki. Nie wiem, która bardziej mi się podoba...
niezwykłej urody komplecik biżuteryjny, kolczyki i bransoletka. Przepiękne. Nie potrafię zgrabnie sfotografować, tak, by ukazać ich delikatność, a jednocześnie finezję. Zestawik sprytnie ukryty był w ozdobnym pularesiku:
zakładeczka z różyczką. Miodzio:
Tak prezentuje się całość. Dodam jeszcze, że Agatka uwzględniła też i moje maluchy dwa, co bardzo je ucieszyło.
Agatko, z całego serca dziękuję za prezenciki od Ciebie, za poświęcony mi czas i myśli. Dziękuję, dziękuję, dziękuje! Za to piękno jakie otrzymałam! Dziękuję! I za dwie melanżowe mulinki dziękuje pięknie też!
Koniecznie muszę podziękować również Moteczkowi za pomysł, organizację, perfekcjonizm, takt, wyrozumiałość i każdy uśmiech jaki dołącza do swoich mailowych komunikatów. Dziekuję!
To zrobiło się prawie jak we Hollywudzie na rozdaniu Oskarów.
 Gorąco zapraszam na blog Marysi. Jest tam pełna lista uczestników zabawy i przekierowania na ich blogi, a tam, to już tylko siedzieć i się zachwycać!

Moje cudaczki dla różanej "połóweczki". Była nią Iwonka. Dziewczyna niestety nie na blogu, a szkoda wielka. Piękne rzeczy robi. Powinna je prezentować. Bazą prezentu są doskonale znane już hafciki.
Woreczek skrywał kilka przydasiów. Zdjęcie mam od Iwonki, sama zapomniałam zrobić.
Na koniec kawka porzeczkowa, herbatka granatowa na białej bazie z jagodą i kakao, zostało się miętowe...
Przyjemnością było szykowanie paczuszki.
Pozdrawiam gorąco z odrobiną morskiej bryzy!