Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 sierpnia 2019

Fishing boat...

Witam cieplutko.
Za oknem pełnia lata, choć niby to już bliżej końca. U nas wciąż żar z nieba, wilgoć grasuje, czasem marna kropla deszczu spadnie. Kierownica szaleje. I pomyśleć, że prawo jazdy posiada ledwie od półtora tygodnia. Jednak ćwiczenie czyni mistrza! To fakt! Młode męskie projekty wakacyjne porobił. Mentalnie szykuje się na powrót do szkoły. Acz bez zbytniego entuzjazmu. Mnie ciągnie do krzyżyków. Chyba się odnalazłam. Zdecydowanie niebagatelną motywacją są takowoż wpisy szanownych koleżanek, słowa miłe i motywujące. Wdzięczność mnie przepełnia!
Dziś kolejna praca. Wakacyjna. Konsekwencja córczynych wakacji nad oceanem spędzonych, w miejscowości rybackiej niewielkiej...
W fazach kilku, po kolejności:
Obrazek ujął mnie swoją akwarelową "teksturą". Robiło się przednio. Nawet kontury, choć wiele ich i środkiem  krzyżyków prowadzone, nie męczyły. Czekałam cierpliwie i tak samo je stawiałam, by zobaczyć efekt końcowy.
I oto mamy - łódź rybacką z Conil...
(ale to chyba napisy się pomyliły;  powinno być - barco de pescado...; skonsultuję z dzieckiem...
i następnym razem się poprawię...).

Pozdrawiam cieplutko, serdecznie, 
życzę dobrych, uśmiechniętych dni.

poniedziałek, 7 września 2015

Pełna wrażeń witam gorąco

Koniec wakacji, koniec sezonu letniego, czyli czas najwyższy na wyjazd. Wybraliśmy się do krainy piękna, zieleni i umiarkowanego ciepła. Wyjechaliśmy szczęśliwie w czasie, gdy zagościł bezwzględny żar i temperatura nie spadała poniżej 36 st.C. Teraz lekki oddech i szykujemy się na kolejną falę gorąca. Osłodą są zdjęcia i wspomnienia.
W środę dzieci wracają do szkoły. Troszkę im współczuję. Skala na termometrze zatrzymała się na 34 st.C i do końca nadchodzącego tygodnia postanowiła ani drgnąć...
Pozdrawiam zatem słonecznie i bardzo, bardzo gorąco.

wtorek, 25 sierpnia 2015

I love New York...

... very mocno. Najmocniej kiedy chodzę po jego ulicach, tudzież spoglądam na ulice jego.  Tak średnio dwa razy do roku w czasach ostatnich. I gwoli ścisłości najbardziej  to kocham jednak Manhattan, a to nie cały NY wszak.
Wybraliśmy się, tak a propos. Przy okazji z góry patrzący na świat zauważyłam, proszę sobie imaginować, łuk triumfalny. Tyle lat, a ... człowiek musi dopiero na wysokości dzikie wjechać, by zobaczyć to co od niemal zawsze jest. Nie zanudzam dłużej, lekko zaparowane zdjęcia dolnego  i środkowego Manhattanu i odrobinka Brooklyn'u:
Lubić, kochać nawet, wcale nie jest jednoznaczne z chcieć mieszkać...
Pozdrawiam cieplutko

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Place d'Armes


Kolejna wizyta w Montrealu. Tym razem uroczy Plac Broni. Mały, wdzięczny, wielce przyjemny. Punkt centralny stanowi pomnik poświęcony założycielom miasta i jego historii. Dla mnie to muszkieterów pomnik. Zapraszam do zwiedzania:
Budynki pochodzą z różnych czaso-okresów. Najstarszy jest oczywiście sam plac, zaraz po min kościoły..., a może odwrotnie...
Pozdrawiam cieplutko i życzę dobrego, spokojnego tygodnia.

wtorek, 7 lipca 2015

Spacerkiem po starym mieście...

Za nami długi weekend tutejszy.  Pogoda piękna.  Bez planowania, rzutem na taśmę spakowaliśmy się i wybyliśmy. Kierunek jak to u nas zwyczajowo bywa - północ. Zaniosło nas przez góry i jeziora do Montrealu. Spacerowaliśmy sobie radośnie i niespiesznie po Vieux-Montréal  czyli starym mieście tamtejszym. Nie jest ono duże. Ledwie kilkanaście ulic. Jest w tych ulicach jakaś magia niewymowna. Zdjęcia nie oddają klimatu. A klimat jest bardzo europejski, momentami wręcz krakowski. Wąskie, brukowane uliczki, piękne kamieniczki, małe francuskie kawiarenki.
Dla nas rzuconych tak daleko, a wychowanych w określonej kulturze - miód i malyna. Montreal to jedno z najstarszych i najładniejszych miast na kontynencie amerykańskim. Pierwszy raz biała noga stanęła w miejscu obecnego miasta w 1535 roku. Noga należała do Monsieur Jacques Cartier'a. On to przybył, popatrzył, wzgórze okoliczne na cześć panującego nazwał Mont Royal i rakiem wybył. Po nim pozostała się obecna nazwa miasta. Nieco ponad sto lat później na wzmiankowane tereny przybył inny Francuz. Przybył w celu bardzo konkretnym. Był on, sieur Chomedey de Maisonneuve, i 40 z nim osadników. Założyli mały fort Ville-Marie, czyli obecne stare miasto (tak nazywa się współcześnie dzielnica, na terenie której jest owa starówka...). Przez ponad 150 lat Francuzi sobie byli i gospodarzyli. Budowali, tworzyli, rozwijali się. Aż się posypało i w ręce Anglików dostało. Dość historii, czas na obrazki...
Plac Jacques Cartier'a, wygląda bardziej jak szeroooka aleja. W każdym razie jest otwarty i wznosi się od nabrzeża ku wzgórzu Mont Royal:...
I perełka. Nie wiem, czy to miejscowy obyczaj, reklama, zabawa, czy wymiar sprawiedliwości. Widziane kolejny raz...:
Powrót do starych kamieniczek. Niemal starych. Zachowało się może 20% tych najstarszych. Resztę zniszczyły pożary. Szczęśliwie Anglicy lubili francuskich architektów, zatem charakter pozostał...
 
To był spacerek w obrębie kilku uliczek. Pozwolę sobie pomęczyć jeszcze. Stary Montreal to naprawdę przepiękne miasto, roześmiane, otwarte i francuskie...
Pozdrawiam cieplutko

wtorek, 19 maja 2015

Pieniny, Pieniny...

tak wzdycham sobie, oglądając zdjęcia przysłane prosto z Pienin. Świeżutkie, wczorajsze. To kraina mojego połowica. Patrzę, zachwycam się i z całą odpowiedzialnością polecam, reklamuję, promuję.  Z tym, że jak już tak reklamuję to nie Szczawnicę, a opuszczone przez Niebiosa Krościenko. Źli ludzie tam przez chwilkę mieszkali, wypięli się na dobro i zasady i od wieków w zadek za przodków dostają te następne krościeńczany. A miasteczko miłe, rondami otoczone, jak mój rodzinny niejako Radom. Cudności widoki na Dunajec, no i nie koniec świata to jeszcze...
Zdjęcie górne: panorama Krościenka ze szlaku na Zamkową (Chwała Bogu, czyli Przełom Szopka) czyli z sadów za szkołą, to wysokie to Beskid Sądecki; dół, po prawej: ul. św. Kingi, kończąca się fantastycznym widokiem na przełom Dunajca, prowadzi też na Czertezik, Sokolicę; po lewej:widok na nowy most od kościelnych zadków, tudzież amfiteatru...
Czas na soczystą zieleń i przełom Dunajca:
Co na nich jest, każdy widzi. Trzy Korony i Sokolica.
Przyznam, że taką delikatną zieleń oglądałam w Pieninach może 2 razy w życiu, a i to też mało uważnie. Pierwszy raz zawędrowałam tam ponad 20 lat temu. Od tamtej pory spędzałam w Krościenku niemal każde wakacje, sporo zim, znaczną część jesieni, a z wiosną było nam jakoś mało po drodze. Tym bardziej teraz nie mogę oczu oderwać....
Pozdrawiam cieplutko

wtorek, 2 września 2014

Przerażające i wspaniałe...

Tak powiedziało dziecko młodsze, kiedy znalazło się znów na łódce i przestało być ptakiem... Staś nie przepada za wysokościami, zwłaszcza, kiedy widzi bezmierną przestrzeń wokół. Na pytanie czy chce iść na spadochrony, początkowo odpowiedział zdecydowane nie. Nie dziwię się. Sama chciałabym być choć przez chwilę jak ptak na niebieściach, ale wziąwszy pod uwagę wysokość i głębokość.....
Córka uznała, że boi się troszkę, ale jeśli nie spróbuje, to nigdy się nie dowie, jak to jest i jakie to uczucie...
Mądra dziewczynka! Jak się czuła? Swobodnie. Była szczęśliwa!
To teraz kilka szczegółów technicznych.
 Stateczkiem wypływa się hen, na środki jeziora. Zostaje w uprzęż ubranym, na tyłach stateczku staje i .... nagle jest się już w górze. I coraz wyże,j i wyżej, i wyżej....
Wiatr we włosach i całe piękno pod sobą. Wody lazury. Gór szczyty. Składane zeznania dowodzą, że to nieskończenie zachwycające, poza tym absolutnie niemożliwe do opisania. Chciałoby się, by trwało to wiecznie. Trwa jakieś 30 minut. Potem jest powolne opuszczanie. Coraz niżej i niżej i nagle nogami hamowanie po wodzie, delikatne, zabawne, kacze, przyjemne. Spadochron poderwany jest do góry, po czym delikatne staje się na tylnej części stateczku. Niby nic a tak wiele. Każdemu życzę podobnych przeżyć. No bo ptakiem być to piękne jest...
Pozdrawiam cieplutko i słonecznie

niedziela, 31 sierpnia 2014

Parasail... czyli spadochron prawie, prawie

Nawet więcej niż prawie. Najprawdziwszy spadochron, tylko kontrolowany z lądu. Albo z wody... O atrakcjach nadwodnych chciałam napisać. Wakacje spędziliśmy nad jeziorem. Jezioro zwane perłą jezior tutejszych poza swą imponująca długością 52 kilometrów oferuje wiele atrakcji. W każdym razie jest w czym wybierać. Pływanie, plaskanie, łódkowanie, statkowanie, wodne rowerowanie, kajakowanie. Jezioro, baseny, park wodny, rwące rzeki, potoki z kaskadami, paralotnie, wodolotnie i co tylko jeszcze się chce. Na wszystko czasu nie starczyło. Będzie co nadrabiać w przyszłym roku. Dzieci moje wodę kochają miłością rybią chyba. Nie straszne im głębiny i wiry, fale i niestabilność pod nogami. Jestem matka dumna, dumą z dzieci swych puchnąca.... Czas wakacyjny nasz...:
Pozdrawiam cieplutko i słonecznie