niedziela, 1 czerwca 2014

Kasina twórczość własna

Córka moja na okoliczność zbliżającego się końca roku szkolnego, a co za tym idzie - zluzowania napięć i ciągów ku dobrym ocenom, oddała się pracy twórczej. Z koleżankami wpadły na pomysł urządzenia mini kiermaszu dzieł własnych różnych, a zebrane fundusze przekazać na oddział onkologiczny pobliskiego szpitala dziecięcego. Kasia robi torebki z taśmy, tudzież portfeliki na karty, dokumenty, zasobnik groszowy, itp. Cieszy Ją to i bawi, przy okazji będąc osobą narwaną i nieuważną estetycznie nabiera pokory względem dokładności i precyzji. Zobaczymy, jak się sprawy rozwiną, póki co ostały się takie oto:
Dumna jestem z mojego dziecka niesłychanie!
Pozdrawiam gorąco i bardzo, bardzo słonecznie.

wtorek, 27 maja 2014

Ostatni z motyli (6)

...przynajmniej na ten czas. Wypatrzyłam juz inne, nowe, zatem i kto wie. Póki co, ostatni z tymczasowego urobku:
Pozdrawiam cieplutko, serdecznie i z serca całego!

sobota, 24 maja 2014

Taki tam mały samplerek

Wciąż w temacie ptasim siedzę. Chwyciło, puścić nie chce. Ptaszyny nadal na tapecie. Gniazdo i wszelkiej maści jajca. Czyli to co oglądam zza okna. Nu, zielonego nie widziałam...
 Veronique Enginger z książki "Dans mon jardin"
aida '14 kolor beżowy
nici DMC, 17 kolorów
Pozdrawiam cieplutko i sercem całym dziękuję  za odwiedziny w mych skromnych progach, tudzież miłe słowo pozostawione.
Wdzięczna jestem bardzo. I wzruszona!

piątek, 23 maja 2014

Motyla seria, odsłona 5.

Bez zbędnych słów:
Pozdrawiam gorąco!

środa, 21 maja 2014

Odleciał ptaszor ostatni

gdzieś won precz. Się długo zbierał. Daleko go nie poniosło. Na drzewie tuż obokkole jazgoty i popiskiwania się rozlegają. Pewnie tam rodzina zamieszkała. Słychać zatem a nie widać. Małe to wszak i wciąż nieporadne. Mam nadzieję, że dziobem w asfalt nie klapnie. Za chwilę samodzielnie zacznie się żywić. Teraz jeszcze mać pomaga. Fruwa to już, ale dzioba jeszcze rozwiera. Popatrujemy na puste gniazdo. Może za rok znów jakaś rodzinka zdecyduje się w nim zamieszkać. Byłoby miło. Poszperałam na stronkach i pooglądałam fot. Kilka zamieszczę. To etapy rozwoju. Marne 2 tygodnie. Wyglądają toćka w toćkę jak nasze. Wszystkie zdjęcia z internetu, jednak możemy przyjąć, że są na nich: Wiercipięta, Łobuziak, Maluszek i Głodomór (Staśku nadał imiona i ponoć rozpoznawał...):
Wszak to słodycz sama!
Pozdrawiam gorąco i serdecznie z ptasim jazgotem w tle...

poniedziałek, 19 maja 2014

Motyl 4.

Kolejny z kolorowych motyli. Tym razem już bez barwnej plamy. Wiadomo, że kontury nadają charakteru i powabu...
Motyl czyniony specjalnie dla Angeliki, hinduski, której rodzice pochodzą z Gujany Francuskiej.
W sprawie Robina: nie wszystkie zdjęcia są moje. Pisklaki pochodzą z internetu. "Swoje" możemy tylko oglądać. Podejście do gniazda nie było trudne. Robinowa czasem musiała rozprostować kości..., może nawet i skrzydła. To było najmniej problematyczne. Kolor nie był farbowany, jaj oczywiście. Taki turkus właśnie czarowny. Czasem mogą pojawić się plamki.
Wiadomości z ostatniej chwili: Czy Rubinki od rana na lekcji latania są. Czwarty siedzi bidul najmłodszy w gnieździe, a dokładniej na jego brzeżku. Małe już nie są, wręcz przeciwnie, całkiem dorodne. Puchate. Z cudnie brązowymi brzusiami. Oranżowy brąz w plamki. Słodycz. A na łebkach nastroszone piórka po bokach, szalenie groźny to widok.
Czemu nie robię zdjęć tym zza bezpośredniego okna? Okna podwójne, przesówne w górę i dół, plus szyba sztormowa i siatka. Ta ostatnia ciężko chodzi. Bałam się, by maluszków nie wystraszyć szamotaniną i hałasem. Siatka zaś zamazuje obraz.
Pozdrawiam cieplutko wdzięcznie dziękując za odwiedziny i komentarze.

czwartek, 15 maja 2014

Robin hamerykański

zwany też drozdem wędrownym, jednak wędrowny to on całkiem nie jest, ot Robin i już. Zamieszkał sobie w sąsiedztwie. Bliskim bardzo. Z jednej strony i drugiej chałupy. Jedno gniazdo na widoku ludzkim całkowicie odsłonięte:
Robinowa zaszalała. Kilka dni obserwowaliśmy jak powiększają się przyszłe latorośle:
Po tym błękicie z turkusem Synuś natychmiast rozpoznał któż to nas uraczył
Porządnie duże ptaszysko. Dostojne, czujne, troskliwe.
Niestety zaczęły padać deszcze obfite. Gniazdo było na pełnym widoku. Właściwie nie do ochrony przed ulewą. Jaja już wielkości przepiórczych, woda z nieba niczym z cebra. Widać Robiny potrafią tak duże jaja w dziobach przenieść. Przeniosły, gdzieś pod liście do nowego gniazda. Słyszymy, nie widzimy. Robinowa kręci sie w poszukiwaniu żywności. Ale z drugiej strony chałupy, tuż przed oknem z synkowego pokoju, dokładnie na wysokości Jego oczu w tujach druga rodzinka zamieszkała. Obserwujemy ją ciekawsko. Tam też gromadka maluśkich jajeczek w turkusie. Mikre to i nieufne. Od ludzi schowane, acz nie od nas. Cudne obserwacje. Już są na świecie nowe ptaszorki. Pierwsze były takie:
Cztery są. Jazgoczą niemiłosiernie. W gnieździe się już nie mieszczą. Pierza dostały. Matka wciąż je chroni przed deszczem i wiatrem. Siedzi im na głowach. Przedni widok. Cudne takie, szyjczyny wyciągnięte, dzioby rozwarte, ciągle głodne...
 Robinkowa na wystawie
 
I na koniec moje gniazdko prywatne...
Pozdrawiam cieplutko