niedziela, 20 stycznia 2013

Ptaszyna przyczajona...

Ptaszyna jest. Obiecała nie odfrunąć. Czeka na wykorzystanie całkowite. To za jakiś czas. Teraz cieszy mnie samo hafcenie. Ustaliliśmy (to on, ptaszyn), co i jak z nim zrobić. Się zrobi, się pokaże. Len jest wspaniały. I bardzo zaraźliwy. Na chwilkę zdradzę go dla kanwy, na okoliczność szybkiej roboty i odpoczynku dla oczu. Ale wrócę! Z przyjemnością. Dziką. Niebywałą. A jak cudne się prasuje...
Pięknie dziękuję za uprzedniejsze komentarze.
Pozdrawiam słonecznie, życzę spokojnego tygodnia.
ps. foty nie moje zapożyczone z Internetu

piątek, 18 stycznia 2013

Kolejne plecionki panny Dziuni

Pozdrawiamy gorąco: Kasia, ja i plecionki

czwartek, 17 stycznia 2013

Póki czasu...

... jeszcze choć sekundkę mam, na tapetę wrzuciłam kolejną pracę. Drobiazg. Wciąż zimowy. Brakuje mi tej zimy okrutnie. Bieli, skrzenia, mrożenia. Dziwadło takie jestem, cóż.
Na lnie. Ona praca. Że do śleptaków należę, to taki sympatyczny odłam, mus było wypróbować prezentową lampę powiększającą, czy też podświetlaną lupkę. Widzieć dużo więcej nie widzę, ale robi się cuuudnie! I z powiększaczem i na lnie. Wpadłam po uszy i to z kretesem!

wtorek, 15 stycznia 2013

Mają inni, mam i ja

Na koniec miesiąca, ale jest.
Będzie wafelek. Postoi może chwilkę w tym roku. Jak znalazł będzie na rok następny i następny. Czy zrobię inne miesiące? Kilka może tak. Nie wszystkie przypadły do gustu. Bałwan na naturalnej kanwie robiony, w dziki beż wpadało, jasny dziki. W finale zlewa się śnieżak ze wszystkim. A miała być owsianka, cóż.
U nas już po sezonie. Z rana panowie porządkowi zabrali choinkę.
Staśku nasionka zbierał. Zasadzi sobie swoją własną. by była zawsze i zawsze. Wzruszające jest to moje małe dziecko. Wyprowadzenie choinki też musiało się odbyć pod aprobatę dzieckową. Z drugiej strony, to w końcu dla Nich. Światełka i inne gadżety zewnętrzne też pochowane. Zostało się tylko dekorowanie wewnętrzne. Ot, życie.
Pozdrawiam gorąco i życzę dużo słonka i uśmiechu.
U nas buro i raczej wiosennie, brrrr, a może jesiennie, nie zimowo, nijako...

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Bałwanisko w pełnej krasie

Wyprasowany, podrasowany, jest:
Poczeka do przyszłego roku na wykończenie. Idzie teraz w sen zimowy, zasłużony.
Pozdrawiam ciepło i życzę spokojnego, lekko szalonego tygodnia!

niedziela, 6 stycznia 2013

A ja plotę i plotę... i gram

Ja czyli córcia moja. Kasia plecie sznurkowe ozdobniki. Ze sznurków plastikowych. Plecie wszędzie i w każdej możliwej chwili. Najchętniej w szkole. Obdarowuje znajomych i rodzinę. Każdy z nas ma taki pleciak przy kluczach, torbach. Zachwyca mnie nimi i oniemia. Patrzę i stwierdzam - wykonanie tego przerasta mnie. Nie potrafię. Dużo potrafię, tego nie. Wycinek malusi prac mojej córci:
Zmyślne to niezmiernie. To powyższe to tylko wprawki i próbki kolorystyczne. Dziewczyny w szkole kółka zakładają i na przerwie wymieniają się doświadczeniami i gotowymi pracami. Czasu na głupoty brak.
Kiedy Kasia nie plecie i nie siedzi z nosem w książce, to ona gra. W mancale gra.  Słów kilka o tej rozrywce. Miła to i sympatyczna gra. Stara jak świat. Pochodzenia afrykańsko-arabskiego. To takie niby wrzucanie nasionek do dziurek. Bez podtekstów. Wygrywa ten, kto zbierze więcej ziarenek, czyli współcześnie kamyków, kulek czy i czego tam jeszcze. Grają dwie osoby. Plansza:
Rzecz polega na tym, by liczyć szybko i logiki się trzymać. Się zaczyna i po jednym kamyku dokłada do każdego dołka, póki kamyków starczy. Każdy zawodnik do swojej rynienki wrzuca kamyk zdobyczny.
To czasem w dołku kamieni moc, a czasem pustka. Co jest interesujące: Rozbudza myślenie, liczenie i matematykowanie, kolor kamyków jakie my posiadamy bardzo dla oka i człowieka przyjazny, uspokajający. Kamyki w rence działają myślę nieco terapeutycznie, a i rozwijająco. Zatem same plusy. póki co dzieci myślą, małż próbuje, ja się zdaję na przypadek i oczywiście wciąż przegrywam. Co tam jednak, liczy się przyjemność.
Pozdrawiam gorąco i życzę spokojnej, słonecznej niedzieli.

wtorek, 1 stycznia 2013

Prawie jest...

Dzień pochmurny za oknem jest całkowicie. Przygnębiający, senny, bury. Na zmianę gramy w szachy i mancalę. Kto nie gra, ten czyta lub sznurkuje, tudzież haftuje. I wyhaftowało dużo nader. Już widać, co to z lufcika wystaje...
Trzymają mnie te czerwienie ostatnio okrutnie.
Pozdrawiam serdecznie, życząc tylko świętego spokoju...