wtorek, 2 lutego 2021

Oczko z ogonkiem 2

 Witam najcieplej. 

      Dziś drugie wejście z ogonkiem bez oczka. Może odwrotnie. Może oba są lub ich nie ma. W każdym razie przybywam z pierwszym w tym miesiącu wpisem i kawałkiem pracy do dokończenia. W żółwim tempie nadrabiam zaległości i ciach, ciach podcinam ogonek. W zabawie u Meri to wszystko.

Przybyło "mnie" caluchną jedną dynię. W ten sposób niewiele zostało do dokończenia. Trzy sprężynki, jakieś kwiecie, cienie i podcienie; i będzie...

To ta największa, na planie pierwszym, najkolorowsza i z tajemnym H wyrytym. Pewnie ona hokkaido.

      Ze spraw nierobótkowych. Sypnęło u nas śniegiem. Półtora dnia w paraliżu. Niby bowiem nic, ale jednak zawsze coś. Zaspy się na niemal dorosłego człowieka potworzyły. Cała rodzina złachana od łopatą machania. Auta za kurhaniki robiły, wyjazd co odrobiony, to pługiem zasypany, robota głupiego. Jakie to szczęście, że dojazd u nas tylko na dwa samochody długi. W piątek zadeszczy i po śniegu wspomnienie zostanie. Ale zimę dwa razy w tym sezonie mieliśmy. Zaliczone, odhaczone. Można wczoraj wyjęte kozaki schować!

 Pozdrawiam cieplutko i słonecznie.

czwartek, 28 stycznia 2021

Choinka 2021 #1

 Dzień dobry.

Kolejna zabawa, kolejny rok w zabawie u Kasi. Mam cichą nadzieję, że w tym roku uda się wywiązać ze wszystkich 12 zobowiązań. Oby! Dziś kartka. Konik bujany. Dla mnie taki teatrzykowy, drewniany, z dawnych lat, zza kurtyny wychynięty.


Pozdrawiam najcieplej. Życzę samych radości.

wtorek, 12 stycznia 2021

Ogony i ogonki

"A co tam, wchodzę w to! Może nie o ogony chodzi, nawet nie o ogonki, a o mobilizację w działaniu i pisaniu".  Tak rozpoczęłam ( i zakończyłam ) wpis odpowiedziowy u Meri. Wchodzę w co? W grupę wsparcia przez zabawę, we wspólne przełamywanie swoich niechęci, niemocy, niechcenia mi się teraz, w zamykanie spraw otwartych, układanie swego hobbistycznego światka. Wiadomo, w grupie zawsze raźniej i jakby siły więcej. 

Strasznie sobie pozwalam na popadanie w niebyty i jeszcze straszniej mnie to depresjonuje. Nie lubię. Ogoniastych gigantów nie mam, kilku marnot szukać nie będę. Pewnie wyparłam, zagrzebałam głęboko w jakieś pudła, gdzieś tam i zdecydowanie dobrze mi z tym. Inna sprawa, że niejednokrotnie w tak zwanym międzyczasie gust i upodobanie się mnie zmieniło. Przypadkiem znajduję, patrzę z prawa, patrzę z lewa i intensywnie się zastanawiam, co mnie kiedyś tam skłoniło do chęci popełnienia dzieła owego... Gorzej nawet jest. Oglądam sobie i przeglądam zasoby dość zasobne wzorów i wzorków, do których wzdychałam niejednokrotnie wszelkimi możliwymi achami i ochami i co?! I żaden dreszczykiem mię nie omamia. Mało, że nic na plus, to czasem nawet lekkie gustu wzburzenie powoduje. 

Nie powoduje poniższe - stare i nowe. Za to się biorę, to pod ręką. Jedne świeżakiem tchnie, drugie dopiero ogonuś malusi zaczyna wykluwać.

Wracam do najstarszych swych wzorów. Do klasyki hafciarskiej, do pierwotnych swych marzeń i pragnień. Zauważyłam jedną jeszcze prawidłowość. Dorosłam wreszcie, by nie rzucać się na cUś, tylko pod rozwagę wziąć kilka stałych. Co z tym zrobię po zrobieniu? Gdzie powieszę; czy pasuje czy też nie. Nie dotyczy to kartek. Te nie muszą mieć przeznaczenia. Chomikuję z rozkoszą, nie lubię się rozstawać. Pomysły nie zawsze chętne do podzielenie się są.  

Od lat operuję jedynie miedzy krzyżykami a kartkami. Inne techniki albo odłożone w kąt, albo też nie jestem nimi zainteresowana (już?). Robię skokami. Czasem więcej, czasem mniej, czasem w ogóle. Po drodze wyszukuję dziesiątki wykrętów i usprawiedliwień. Chcieć chcę i robienie sprawia przyjemność, tylko wystarczy byle zapatrzenie, zadumanie, zatrzymanie, by leniuch wskoczył na grzbiet. A to już nie cieszy. Z wiekiem nawet coraz bardziej męczy. Te porozkładane koszyczki, pudełka, wzory przekładane z miejsca w drugie miejsce, gubienie, znajdowanie. Ciągłe ściganie się z nitkami, szukanie i nie odnajdywanie. Palpit wątroby  następuje przy kolejnych przeszukaniach szuflad, półek, pudeł, zakamarków i pokoi. Rzecz bowiem w tym, że nie należy pracy schować, a jedynie odłożyć w bezpieczne miejsce.Tak, by przestrzeni nie zagracać, w oczy nie kłóć i mieć pod ręką, na wypadek w razie gdyby wena zechciała się rozgościć. U mnie niestety zapamiętywanie ma krótkie nóżki. Najczęściej zatem - dla świętego spokoju i zdrowia zachowania, by i broń Panie się nie zniechęcić - zostaje się do sklepu po konieczny moteczek udać. Wiem, że to już kolejny w danym numerze. Wybrać się, to dosłownie znaczy wybrać, kojarzone z wyprawą gigantem niczym zamorska przeprowadzka. Sklepy "w krafty" dość daleko położone, a i jakoś znielubiłam je od czasów pandemicznych. Bałagan w nich, towar byle i jaki, ceny drakońskie, jakość coraz marniejsza. Stanowiska z ulubionym i koniecznym likwidowane, krótko mówiąc - nieprzyjemność. Dlatego czas zrobić porządek w swym własnym małym świecie, na który coraz mniej miejsca w chałupie... Nie rozdrabniać się i regularnie zdać relację. Pisać, pisać, pisać, by mowy ojczystej nie zanieczyścić, słów nie gubić, nie tępieć... twórczo się rozwijać!

                                             Pozdrawiam cieplutko, życzę samych dobroci.

sobota, 9 stycznia 2021

Przepis na ... co mi w duszy gra # styczeń

 Witam najcieplej, sobotnio.

Wróciłam przed chwilami kilkoma ze szkoły. Dzieciaki po przerwie świątecznej rozbrykane, a jednocześnie silnie podekscytowane. W naszych planach był pan Kleks w różnych wariantach. Mieliśmy lekcję przędzenia liter i mądre słówko inicjał.  

Jako że jesteśmy szkołą polonijną, zadaniem i celem jest utrwalanie i bogacenie języka polskiego. Nie tylko w mowie, z tym dzieci nawet sobie radzą, ale przede wszystkim w czytaniu. Klasa czwarta to ostatni moment na doszlifowanie tej umiejętności. Zatem łopatologicznie wprowadzam w swoich klasach codzienne czytanie, na głos, w mowie obcej.... Dziś zakończyliśmy pierwszą edycję. Były dyplomy i nagrody. A co nagrodą mogło być? Oczywiście poza dyplomem i gratulacjami - zakładka do książki. I tu koniec wywodów, a czas na prezentację. 

 Prezentację w zabawie zorganizowanej przez Ulę - "przepis na... co mi w duszy gra".  Nie ma  absolutnej pewności czy umieściłam wszystkie wymagane składniki w swoim przepisie. Mam cichą kolesiowską nadzieję, że Ula się dopatrzy lub zainterpretuje pozytywnie. Mam wykrojnik i wycinankę zamiast szablonu i kwiatków. Z tekturkami na naszej wsi lichutko, jeśli od biedy coś się pojawi, grubością przypomina wielowarstwową kanapkę. Zrobiłam zatem swoją własną; tekturkę, nie kanapkę.

Cały pierwszy rozdział czytaliśmy. Nie będę kryć, nawet im się podobało. Sama z przyjemnością wróciłam do tej lektury. Ileż tam materiału do opracowania. Moi Polonusi radzili sobie przednio!

Pozdrawiam najserdeczniej.

poniedziałek, 4 stycznia 2021

Szęśliwości w Nowym Roku

 Witam pięknie, styczniowo, zimowo.

Witam z życzeniami najprostszymi, by zdrowie było, uśmiech był i radości nad miarę. 

Pojawiam się po znacznej nieobecności. Coś mnie zatrzymało, zamroziło, zaniebyło. Mam głęboką nadzieję w tym roku się nie dać, działać, tworzyć, czynić, być i intensywnie żyć. Do tego zdrowo!

Podsumowań nie czynię;  było, minęło i tak jest dobrze. Postanowień zasadniczo też nie czynię. Pragnie mi się tylko, by w tym roku dotrwać do końca, by motywacji i siły nie zabrakło, by na przekór nastrojom nadal być; czynnie być.  Czego serdecznie wszystkim życzę!

Nasza tegoroczna choinka, jeszcze jest, oczy cieszy. Nie wiem, kiedy ją wyprowadzimy, niech postoi chwilkę; na przekór wszystkiemu wokół. Drzewka przed domami już wystawione, od kilku dni tulą się w sobie, w deszczu strugach i odrobinach śniegu... 

Wszystkiego dobrego!

piątek, 2 października 2020

W zieleniach i żółciach

 Piękna jesień, gorąca, rozsłoneczniona, nawet jeszcze nie senna i nostalgiczna...
Witam się pięknie w ten absolutnie u mnie czarujący piątkowy dzień.
Coś tam sobie dłubię. Spełniam marzenie sprzed lat. 
Praca z nieco większych, jak dla mnie.
Mam nadzieję skończyć w tym miesiącu.
Czas swój dzielę między robótką hobbystyczną,
a działaniami nad przygotowaniami szkolnymi. 
Ależ to przyjemne. 
Pozdrawiam cieplutko!

niedziela, 27 września 2020

Choinka 2020 # 9

Niedzielne dzień dobry!

 

U nas na wsi nadal lato. 

Po kilku przyjemnie chłodniejszych dniach i przede wszystkim nocach 

- wróciły upały otulone nieznośną wilgocią. 

Klimatyzacja znów pracuje.

 

Sobotnio pracuję i ja.

Rozpoczął się nowy rok w polskiej szkole.

W naszym rejonie, a jest ich 6 lub 7, stacjonarnie pracuje chyba tylko nasza.

Jednocześnie prowadzone są zajęcia online. Wszystko to w czasie rzeczywistym.

U mnie rodzyneczki trzy (razem 23 osoby).

Na starość przyszło się uczyć nowych technologii. Łączyć stojące z fruwającym.

Przednia to zabawa i niemożliwie przyjemne wyzwanie nauczycielskie.

Póki co jestem zachwycona, mimo że mentalnie okazuje się być blondynka!

Szczęśliwie trafiłam na wspaniałych, wyrozumiałych rodziców.

Jesteśmy wszyscy w maseczkach. Z dystansem, obostrzeniami.

Dzieci gotowe są zrobić wszystko, nawet poskromić swój temperamencik,

byle tylko nie musieć siedzieć przed komputerem.

Nadmiar tego mają codziennie przez 5 dni w szkole amerykańskiej.

 

Ale dziś chciałam o czymś innym. Kończy się kolejny miesiąc w zabawie u Kasi.

Mimo upału - choinkowy czas. Póki co u mnie chwilowo tylko sama pracka.

Będzie kartka:

Projekt:"Madame la fee"

Aida '14 i oczywiście mulina DMC - 9 kolorów.

Pięknie dziękuję za tyle miłych, budujących słów pod poprzednim postem!

Pozdrawiam cieplutko.